czwartek, 9 czerwca 2016

LBA

O mój Boże... Kompletny zaskok. Zupełnie się tego nie spodziewałam. Dziękuję Ci Karinga za tę nominację. 

Moje odpowiedzi:

1 . Ulubione jedzenie.
Potrawka z kurczaka z ryżem.

2. Ulubione zajęcie w czasie wolnym, nie licząc pisania. 
Śpiew i słuchanie muzyki. A także czytanie książek romantycznych.

3. Jeśli miałabyś/miałbyś wybrać swoją zaletę i wadę, jakim zwierzętom byś ją przypisał/ła?
- wiecznie uśmiechnięta – szczęśliwy pies
- uparta - osioł

4. Na ile jesteś zadowolona/zadowolony ze swojego bloga?
6/10

5. Masz możliwość przez jeden dzień mieszkać w pałacu. Opisz swój dzień.
Cały boży dzień siedziałabym w komnacie, czytając książki. Nie przepadam za tego typu atrakcjami. 

6. Wierzysz w to, że każdy ma przeznaczoną sobie jedną osobę.
Tak. Wierzę w to całym sercem.

7. Napisz pierwsze zdanie, jakie przyjdzie ci do głowy, po posłuchaniu ulubionej piosenki.
AJ jest seksowny.

8. Ulubiona piosenka.
Backstreet Boys - Everybody

9. Ulubiony cytat z twojego bloga.
„Jack, nieziemsko przystojny…”.

10. Czy jest książka z której ciągle się nie uleczyłaś?
Cała saga „Zmierzchu”.


Moje pytania:

1. Dlaczego postanowiłaś pisać bloga?
2. Twój ulubiony aktor.
3. Kim chcesz zostać w przyszłości?
4. Twoje hobby.
5. Jaki jest Twój ulubiony blog?
6. Jakie masz plany na wakacje?
7. Jaka jest Twoja ulubiona książka?
8. Co w życiu jest dla Ciebie ważne?
9. Ile czasu spędzasz przy komputerze? (dziennie)
10. Jakie cechy najbardziej cenisz w ludziach?
11. Jaką supermoc chciałabyś posiadać?

Nominuję:

http://dlaczego-kochamy-tak-mocno.blogspot.com/
http://hathaway-bielikov.blogspot.com/
http://tak-bardzo-cie-kocham-roza.blogspot.com/

Rozdział 14. Szalony rytm serca

Po około dwudziestu minutach drzwi do łazienki się otworzyły. Gdy Jack wyszedł oniemiałam z wrażenia. Wiedziałam, że będzie wyglądał rewelacyjnie, ale nie sądziłam, że aż tak. Jego przystojna twarz rozświetlała pokój. Serce zaczęło bić mi szybciej.
- Ej, co jest? Wyglądasz, jakbyś rozbierała mnie wzrokiem, a dopiero co się ubrałem. – powiedział z cwanym uśmieszkiem. Wiedział, że na niego lecę i niecnie to wykorzystywał. Pewnym krokiem podszedł do mnie i nachylił się lekko. Ja jednak wyminęłam go i powiedziałam:
- Moja kolej. – zrobił minę urażonego dziecka i usiadł na łóżku.
Szybko się umyłam, zrobiłam lekki makijaż i spięłam włosy w kucyk. Ubrałam się w jeansy i zwiewną, niebieską koszulkę. Gdy wyszłam wszystko było posprzątane.
- Zgłupiałeś? – zapytałam – Jeszcze tego brakowało, żebyś sprzątał w moim pokoju.
- Przecież ja też tu spałem. Po prostu odwdzięczam się za gościnę. – odpowiedział i podszedł bliżej. Zlustrował mnie wzrokiem od dołu do góry i podniósł jedną brew.
- No, co? – spytałam niecierpliwie. Czekałam aż coś powie.
- Zrobiłaś to specjalnie. – nie wyglądał na zadowolonego.
- O czym ty mówisz? – zdziwiłam się. Podszedł i objął mnie w talii. – No powiesz mi w końcu, o co chodzi?
- Wyglądamy tak samo. – odsunęłam się od niego. Rzeczywiście. Oboje mieliśmy niebieskie bluzki i jeansy. Wybuchłam śmiechem.
- Uwierz mi, to nie było zamierzone. Zaraz się przebiorę i… - odwróciłam się, lecz on pochwycił moją dłoń. 
- Nie, nie trzeba. W ogóle mi to nie przeszkadza. Jesteś bardzo słodka, gdy jesteś taka roztrzepana. – uśmiechnął się zalotnie.
- Mówisz?
- Tak, i to jeszcze jak. – przyciągnął mnie do siebie i ujął moją twarz w dłonie.  Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w moje usta, aż wreszcie poczułam na sobie jego wargi. Zamknęłam oczy. Pocałunek był namiętny, ale wyczuwałam w nim nutkę zachłanności. Po kilku minutach zaczął całować moją szyję, a mi serce zaczęło bić, jak oszalałe. Byłam wręcz pewna, że on słyszy jego przyspieszony rytm. Lekko zsunął mi rękaw bluzki i pocałował ramię. Później wrócił do ucha i szepnął:
- Podobało się? – Odsunął się i uśmiechnął w ten niesamowity sposób. Nogi odmówiły mi posłuszeństwa i nie chciały mnie dłużej utrzymywać. Więc Jack nachylił się i mnie złapał.
- Zrobiłeś to specjalnie. – powiedziałam z wyrzutem. Pomógł mi wstać.
- Ja? Nie wiem, o czym ty mówisz. – zrobił minę niewiniątka. Nasze przekomarzania przerwał dzwonek, mówiący o tym, że jedzenie jest już gotowe.
- Chodźmy jeść. – rzekłam, ciągnąc go za rękę. – Jeszcze do tego wrócimy.
- Bardzo ładnie pachnie to twoje „danie jedenaste”. – odparł, gdy schodziliśmy do kuchni.
- Może to nie to, co faszerowana kaczka, ale da się zjeść. – odpowiedziałam. Jedliśmy naleśniki z syropem czekoladowym, a do tego sok ze świeżo wyciśniętych pomarańczy. To moje ulubione danie. Jack jadł, aż mu się uszy trzęsły. Gdy tak na niego patrzyłam coś błysło mi w słońcu. I wtedy przypomniałam sobie, o co miałam go zapytać.
- Jack, - popatrzył na mnie – jaki masz łańcuszek? Zapewne nie taki, jak ja, a bardzo mnie to ciekawi.
Wyjął wisior spod koszulki, a moim oczom ukazał się srebrny księżyc.
- Ty masz Wisior Miłości, a ja mam Wisior Nieba. – powiedział, patrząc na moją szyję. Odruchowo dotknęłam jego łańcuszka. Był diamentowy, podobnie jak mój.
Z zamyślenia wyrwał mnie telefon. Przestraszona, aż podskoczyłam. To był SMS od Martina. Było mi tak przyjemnie z Jack’iem, że kompletnie zapomniałam o Martinie. Dopuściłam się zdrady, to niedopuszczalne. Martin był pierwszy.
Zawartość wiadomości była następująca:
„Różyczko moja kochana, mocno tęsknię za tobą. Bardzo bym chciał, mieć cię przy sobie. Jednak wiem, że to niemożliwe. Myślę o tobie w każdej chwili. Każdy kwiat przypomina mi ciebie. Nie potrafię skupić się na zajęciach, bo zakrzątasz moją głowę. Ale wiem, że za dwa dni będziemy razem. I tylko to sprawia, że jakoś się trzymam. Kocham, Martin.”
I co ja mam teraz zrobić? Przecież nie powiem o tym Jack’owi.
-   Kto to? – zapytał z zaciekawieniem Jack.
- Martin. Pisze, że tęskni. – odpowiedziałam lakonicznie. Jack zmarszczył brwi. Był przy tym bardzo poważny. Spojrzałam na zegarek. Była godzina wpół do jedenastej.
- Ale późno się zrobiło. Mam parę rzeczy do załatwienia. Chcesz mi pomóc, czy wracasz do domu? – zapytałam chłopaka. W kuchni pojawiła się pani Brenda, aby zabrać naczynia.
- Mogę ci pomóc, a co będziemy robić?
- Pani Johann, czy chce pani wypłatę pieniężną, czy czekiem? – zapytałam gosposię.
- Jeżeli to nie sprawi Panience problemu, to wolałabym pieniądze. – odpowiedziała mi kobieta.
 - Oczywiście. Jak Pani wygodnie. – kobieta zabrała się do pracy.
- To właśnie będzie nasza praca. Idziesz ze mną? – zwróciłam się do Jack’a.
- Pewnie. A dokąd, jeśli można wiedzieć? – spytał chłopak.
- Do sejfu. – odpowiedziałam. Weszliśmy do pomieszczenia o czerwonych ścianach. Było tu czysto i pusto, bo oprócz wielkiej skarbonki, nie było tu nic. Kod był sześciocyfrowy: 170390 – data moich urodzin, do tego potrzebny był również odcisk mojej dłoni.
- Nie boisz się, że wykorzystam dostęp do tego twojego sejfu? – zapytał Jack. Zaśmiałam się głęboko.
- Oczywiście, że nie. W środku są kamery, więc gdy wejdzie inna osoba niż ja, to sejf się nie otworzy. – odpowiedziałam chłopakowi.
- O rany… - zdziwił się Jack, gdy wielkie, metalowe pudło się otworzyło.
- Co cię tak dziwi? Nie wiedziałeś o tym, że jestem milionerką? Jestem najbogatszą dziewczyną w całym mieście. Sponsoruję trzy fundacje dla dzieci i dwie dla starszych ludzi. Ufundowałam teren sportowy mojemu liceum. – Willows otworzył buzię ze zdziwienia.
- Jak to możliwe? – spytał wybałuszając oczy.
 - Moi rodzice byli bogaci, a ja odziedziczyłam to wszystko po nich. Byłam jedyną spadkobierczynią.
- Proszę. – powiedziałam, podając plik banknotów.
- Ile zarabiają u ciebie pracownicy?
- Dwa i pół tysiąca miesięcznie. Może to niedużo, ale mieszkają tu i jedzą, więc powinno wystarczyć na ich zainteresowania. – odparłam, zamykając sejf. - Może wreszcie zamkniesz buzię, co?
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć. – rzekł, gdy wychodziliśmy z sejfu.

środa, 1 czerwca 2016

Rozdział 13. Problem

*** 


Obudziłam się wtulona w Jack'a. Spał z uśmiechem na twarzy. Ciekawe co mu się śniło? 
Zaraz… 
Nic nie słyszę. Czyżby nie śnił o niczym? A pani Brenda? Też nic. Pan Johann? Głucho. Co jest? Może się przeterminowałam? Nie, to niemożliwe. Przecież, gdy stałam się tą Szatiarką to jeszcze wszystko słyszałam. Muszę sobie przypomnieć odkąd tak mam. W ogóle o tym zapomniałam. Dziwnie się bez tego czuję. Taka cisza w mojej głowie. To nie do zniesienia. Nie myślałam, że kiedykolwiek do tego zatęsknię, ale teraz mnie to bardzo niepokoi. Zerwałam się na równe nogi. Niestety przy tym obudziłam Jack’a. 
- Co się stało? – zapytał zdezorientowany. 
- Nic nie słyszę. – odpowiedziałam. 
- Co się stało?! – powtórzył głośniej. 
- Mógłbyś przestać się drzeć? – spytałam zbulwersowana i zakryłam uszy. Nie dosyć, że mam swoje problemy to ten jeszcze wrzeszczy mi do ucha. Wyglądał na zagubionego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak to musiało wyglądać. 
- Nie chodzi o to, że nie słyszę, bo słyszę. 
- Że co? Mogłabyś mi to wytłumaczyć? – zapytał spokojniej i już ciszej. 
- Nie słyszę myśli. – wytłumaczyłam mu. – Nic, kompletna pustka. Pomyśl o czymś – poprosiłam. 
- O czym? 
- O czymkolwiek. Po prostu to zrób. – ponowiłam prośbę. – Już? – spytałam po dwóch minutach. 
- No. Przez głowę przeleciało mi tyle myśli, że nie nadążyłabyś ich wszystkich zobaczyć. – odpowiedział. Byłam załamana tym co usłyszałam. Opadłam na łóżko i schowałam twarz w poduszce. 
- Nie przejmuj się. Może to tylko przejściowe. A miałaś jakieś inne moce? – próbował mnie pocieszać. 
- Tak, ale działają. Na przykład wiem, że sąsiadka Pervell jest teraz z dziećmi na mieście i jedzą gofry z truskawkami. – odparłam. 
- WOW. Potrafisz to sprecyzować z taką dokładnością? – nie dowierzał. 
- Tak. Od zawsze to potrafiłam. A ty od kiedy widywałeś przyszłość? – spytałam zainteresowana.
- Odkąd dołączyłem do Szatiarzy. Dostałem ten dar od władcy. – rozszerzyłam oczy z zaskoczenia – Właśnie tak. Zdziwiło mnie to, ponieważ zwykle daje się takie pobieżne dary, jak przykładowo twoje. Czyli szybkość, siłę i tym podobne. A ja dostałem tak ważny. Inne oczywiście też mam, ale pan powiedział, że ja na niego zasługuję, bo miałem największe poświęcenie. – wytłumaczył mi. 
- Jakie? – dociekałam. Nie wyglądał na zadowolonego, gdy zadałam to pytanie. – Jeśli nie chcesz to nie mów. 
- Nie chodzi o to, że ci nie ufam. Po porostu wspomnienia wracają, a ja nie chce mieć tego znowu w głowie. – wyjaśnił mi. Pierwszy raz widzę go przygnębionego. Zawsze mnie pocieszał, więc teraz przyszła moja kolej. Przytuliłam go, a on mnie objął. 
- Nie zamartwiaj się. Z czasem wspomnienia znikną. A ja wolę cię uśmiechniętego. Odsunęłam się, by spojrzeć mu w oczy, zaś on odgarnął mi włosy z czoła i wreszcie się uśmiechnął. Moje ciało zadziałało natychmiast. Osunęłam się bezwładnie na łóżko. 
- Przepraszam. Nie mogłem się powstrzymać, żeby cię zobaczyć taką bezbronną. 
- Nie musisz przepraszać, że się uśmiechasz. Warto było znowu to zobaczyć. – odpowiedziałam, wyszczerzając zęby. Zaczął się śmiać, zapewne ze mnie. Musiałam wyglądać przekomicznie. Widząc go takiego, zawtórowałam mu. Nie mogliśmy załapać tchu pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu. 
Nawet nie zauważyłam, gdy Jack przestał. Zawisł nade mną przez chwilę i spojrzał mi w oczy. Starałam się już nie śmiać i normalnie oddychać. Złapał mnie za nadgarstki wciąż nie odrywając ode mnie wzroku. Powoli przybliżał swoją twarz do mojej. To ja pierwsza zamknęłam oczy, gdy poczułam jego wargi na swoich ustach. Pocałunek był zmysłowy i zachęcający do dalszych zabaw. Jednak po pięciu minutach naszej ustnej igraszki, ktoś zapukał do drzwi. W jednej chwili Jack wstał i pociągnął mnie za sobą. 
- Proszę – powiedziałam, gdy poprawiłam ubranie. 
- Dzień dobry, panienko Rosemarie, panie Willows. – przywitała się pani Brenda – Czy mam zrobić śniadanie, czy panienka będzie jadła na mieście? – dodała. Spojrzałam pytająco na Jack’a. On tylko się uśmiechnął. Jednak nie całkowicie. Tak, że jeszcze stałam o własnych nogach. 
- Zjemy tutaj. Proszę przygotować danie jedenaste. – odpowiedziałam. 
- Już się robi. – rzekła i wyszła, zamykając drzwi. Jack odwrócił się do mnie. 
- Co to jest „danie jedenaste”? – spytał, łapiąc mnie za rękę.
- Niespodzianka. Dowiesz się dopiero, gdy zejdziemy na dół. – odpowiedziałam, mierzwiąc mu włosy. 
- Może byśmy dokończyli to, co nam tak brutalnie przerwano? – zapytał z nadzieją w głosie.
- Nie ma takiej opcji. Musimy się przebrać do śniadania, nie uważasz? Nie przystoi nam iść w takich ubraniach, w jakich tu przyszliśmy. – powiedziałam sprytnie. 
- Właściwie to ja tu przyszedłem, a ty na moich rękach. A tak poza tym to ja nie mam w co się ubrać, więc zostaje tak, jak jestem. – odparł. 
- Nie ma tak dobrze. Mam coś, co będzie pasować na ciebie idealnie. – pobiegłam do garderoby i wyciągnęłam z szafki parę przedziurawionych, jasnych jeansów i zdjęłam z wieszaka chabrową koszulkę, która cudownie podkreśli mu mięśnie. Do tego bieliznę i czarne buty. 
- Proszę. – powiedziałam, podając mu rzeczy i wepchnęłam go do łazienki. – Masz pół godziny.