Po około
dwudziestu minutach drzwi do łazienki się otworzyły. Gdy Jack wyszedł
oniemiałam z wrażenia. Wiedziałam, że będzie wyglądał rewelacyjnie, ale nie
sądziłam, że aż tak. Jego przystojna twarz rozświetlała pokój. Serce zaczęło
bić mi szybciej.
- Ej, co jest?
Wyglądasz, jakbyś rozbierała mnie wzrokiem, a dopiero co się ubrałem. –
powiedział z cwanym uśmieszkiem. Wiedział, że na niego lecę i niecnie to
wykorzystywał. Pewnym krokiem podszedł do mnie i nachylił się lekko. Ja jednak
wyminęłam go i powiedziałam:
- Moja kolej. –
zrobił minę urażonego dziecka i usiadł na łóżku.
Szybko się
umyłam, zrobiłam lekki makijaż i spięłam włosy w kucyk. Ubrałam się w jeansy i
zwiewną, niebieską koszulkę. Gdy wyszłam wszystko było posprzątane.
- Zgłupiałeś? –
zapytałam – Jeszcze tego brakowało, żebyś sprzątał w moim pokoju.
- Przecież ja
też tu spałem. Po prostu odwdzięczam się za gościnę. – odpowiedział i podszedł
bliżej. Zlustrował mnie wzrokiem od dołu do góry i podniósł jedną brew.
- No, co? –
spytałam niecierpliwie. Czekałam aż coś powie.
- Zrobiłaś to
specjalnie. – nie wyglądał na zadowolonego.
- O czym ty mówisz?
– zdziwiłam się. Podszedł i objął mnie w talii. – No powiesz mi w końcu, o co
chodzi?
- Wyglądamy tak
samo. – odsunęłam się od niego. Rzeczywiście. Oboje mieliśmy niebieskie bluzki
i jeansy. Wybuchłam śmiechem.
- Uwierz mi, to
nie było zamierzone. Zaraz się przebiorę i… - odwróciłam się, lecz on pochwycił
moją dłoń.
- Nie, nie
trzeba. W ogóle mi to nie przeszkadza. Jesteś bardzo słodka, gdy jesteś taka
roztrzepana. – uśmiechnął się zalotnie.
- Mówisz?
- Tak, i to
jeszcze jak. – przyciągnął mnie do siebie i ujął moją twarz w dłonie. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w moje
usta, aż wreszcie poczułam na sobie jego wargi. Zamknęłam oczy. Pocałunek był
namiętny, ale wyczuwałam w nim nutkę zachłanności. Po kilku minutach zaczął
całować moją szyję, a mi serce zaczęło bić, jak oszalałe. Byłam wręcz pewna, że
on słyszy jego przyspieszony rytm. Lekko zsunął mi rękaw bluzki i pocałował
ramię. Później wrócił do ucha i szepnął:
- Podobało się?
– Odsunął się i uśmiechnął w ten niesamowity sposób. Nogi odmówiły mi
posłuszeństwa i nie chciały mnie dłużej utrzymywać. Więc Jack nachylił się i
mnie złapał.
- Zrobiłeś to
specjalnie. – powiedziałam z wyrzutem. Pomógł mi wstać.
- Ja? Nie wiem,
o czym ty mówisz. – zrobił minę niewiniątka. Nasze przekomarzania przerwał
dzwonek, mówiący o tym, że jedzenie jest już gotowe.
- Chodźmy jeść.
– rzekłam, ciągnąc go za rękę. – Jeszcze do tego wrócimy.
- Bardzo ładnie
pachnie to twoje „danie jedenaste”. – odparł, gdy schodziliśmy do kuchni.
- Może to nie
to, co faszerowana kaczka, ale da się zjeść. – odpowiedziałam. Jedliśmy
naleśniki z syropem czekoladowym, a do tego sok ze świeżo wyciśniętych
pomarańczy. To moje ulubione danie. Jack jadł, aż mu się uszy trzęsły. Gdy tak
na niego patrzyłam coś błysło mi w słońcu. I wtedy przypomniałam sobie, o co
miałam go zapytać.
- Jack, -
popatrzył na mnie – jaki masz łańcuszek? Zapewne nie taki, jak ja, a bardzo
mnie to ciekawi.
Wyjął wisior
spod koszulki, a moim oczom ukazał się srebrny księżyc.
- Ty masz Wisior
Miłości, a ja mam Wisior Nieba. – powiedział, patrząc na moją szyję. Odruchowo
dotknęłam jego łańcuszka. Był diamentowy, podobnie jak mój.
Z zamyślenia wyrwał mnie telefon. Przestraszona, aż podskoczyłam. To był SMS od Martina. Było mi tak przyjemnie z Jack’iem, że kompletnie zapomniałam o Martinie. Dopuściłam się zdrady, to niedopuszczalne. Martin był pierwszy.
Z zamyślenia wyrwał mnie telefon. Przestraszona, aż podskoczyłam. To był SMS od Martina. Było mi tak przyjemnie z Jack’iem, że kompletnie zapomniałam o Martinie. Dopuściłam się zdrady, to niedopuszczalne. Martin był pierwszy.
Zawartość
wiadomości była następująca:
„Różyczko moja
kochana, mocno tęsknię za tobą. Bardzo bym chciał, mieć cię przy sobie. Jednak
wiem, że to niemożliwe. Myślę o tobie w każdej chwili. Każdy kwiat przypomina
mi ciebie. Nie potrafię skupić się na zajęciach, bo zakrzątasz moją głowę. Ale
wiem, że za dwa dni będziemy razem. I tylko to sprawia, że jakoś się trzymam.
Kocham, Martin.”
I co ja mam
teraz zrobić? Przecież nie powiem o tym Jack’owi.
- Kto to? – zapytał z zaciekawieniem Jack.
- Martin. Pisze,
że tęskni. – odpowiedziałam lakonicznie. Jack zmarszczył brwi. Był przy tym
bardzo poważny. Spojrzałam na zegarek. Była godzina wpół do jedenastej.
- Ale późno się
zrobiło. Mam parę rzeczy do załatwienia. Chcesz mi pomóc, czy wracasz do domu?
– zapytałam chłopaka. W kuchni pojawiła się pani Brenda, aby zabrać naczynia.
- Mogę ci pomóc,
a co będziemy robić?
- Pani Johann,
czy chce pani wypłatę pieniężną, czy czekiem? – zapytałam gosposię.
- Jeżeli to nie
sprawi Panience problemu, to wolałabym pieniądze. – odpowiedziała mi kobieta.
- Oczywiście. Jak Pani wygodnie. – kobieta
zabrała się do pracy.
- To właśnie
będzie nasza praca. Idziesz ze mną? – zwróciłam się do Jack’a.
- Pewnie. A
dokąd, jeśli można wiedzieć? – spytał chłopak.
- Do sejfu. –
odpowiedziałam. Weszliśmy do pomieszczenia o czerwonych ścianach. Było tu
czysto i pusto, bo oprócz wielkiej skarbonki, nie było tu nic. Kod był
sześciocyfrowy: 170390 – data moich urodzin, do tego potrzebny był również
odcisk mojej dłoni.
- Nie boisz się,
że wykorzystam dostęp do tego twojego sejfu? – zapytał Jack. Zaśmiałam się
głęboko.
- Oczywiście, że
nie. W środku są kamery, więc gdy wejdzie inna osoba niż ja, to sejf się nie
otworzy. – odpowiedziałam chłopakowi.
- O rany… -
zdziwił się Jack, gdy wielkie, metalowe pudło się otworzyło.
- Co cię tak
dziwi? Nie wiedziałeś o tym, że jestem milionerką? Jestem najbogatszą
dziewczyną w całym mieście. Sponsoruję trzy fundacje dla dzieci i dwie dla
starszych ludzi. Ufundowałam teren sportowy mojemu liceum. – Willows otworzył
buzię ze zdziwienia.
- Jak to
możliwe? – spytał wybałuszając oczy.
- Moi rodzice byli bogaci, a ja odziedziczyłam
to wszystko po nich. Byłam jedyną spadkobierczynią.
- Proszę. –
powiedziałam, podając plik banknotów.
- Ile zarabiają
u ciebie pracownicy?
- Dwa i pół
tysiąca miesięcznie. Może to niedużo, ale mieszkają tu i jedzą, więc powinno wystarczyć
na ich zainteresowania. – odparłam, zamykając sejf. - Może wreszcie zamkniesz
buzię, co?
- Wciąż nie mogę w to uwierzyć. – rzekł, gdy wychodziliśmy z sejfu.
No, no. To się dziewczyna ustawiła. Jack zamknij buzię i się nie kompromituj. I oby tak dalej. Pilnuj jej, bo już nie lubię tego Martina. On jest jakiś dziwny. Usunął jej pamięć i ogólnie. Ona kocha ciebie. Mala zerwij z nim. Jack jest lepszy i ma taki zajefajny uśmiech😂😂😂. Czekam na następny i życzę weny.💖💖💖
OdpowiedzUsuńKiedy następny?
OdpowiedzUsuń