***
Obudziłam się wtulona w Jack'a. Spał z uśmiechem na twarzy. Ciekawe co mu się śniło?
Zaraz…
Nic nie słyszę. Czyżby nie śnił o niczym? A pani Brenda? Też nic. Pan Johann? Głucho. Co jest? Może się przeterminowałam? Nie, to niemożliwe. Przecież, gdy stałam się tą Szatiarką to jeszcze wszystko słyszałam. Muszę sobie przypomnieć odkąd tak mam. W ogóle o tym zapomniałam. Dziwnie się bez tego czuję. Taka cisza w mojej głowie. To nie do zniesienia. Nie myślałam, że kiedykolwiek do tego zatęsknię, ale teraz mnie to bardzo niepokoi. Zerwałam się na równe nogi. Niestety przy tym obudziłam Jack’a.
- Co się stało? – zapytał zdezorientowany.
- Nic nie słyszę. – odpowiedziałam.
- Co się stało?! – powtórzył głośniej.
- Mógłbyś przestać się drzeć? – spytałam zbulwersowana i zakryłam uszy. Nie dosyć, że mam swoje problemy to ten jeszcze wrzeszczy mi do ucha. Wyglądał na zagubionego. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, jak to musiało wyglądać.
- Nie chodzi o to, że nie słyszę, bo słyszę.
- Że co? Mogłabyś mi to wytłumaczyć? – zapytał spokojniej i już ciszej.
- Nie słyszę myśli. – wytłumaczyłam mu. – Nic, kompletna pustka. Pomyśl o czymś – poprosiłam.
- O czym?
- O czymkolwiek. Po prostu to zrób. – ponowiłam prośbę. – Już? – spytałam po dwóch minutach.
- No. Przez głowę przeleciało mi tyle myśli, że nie nadążyłabyś ich wszystkich zobaczyć. – odpowiedział. Byłam załamana tym co usłyszałam. Opadłam na łóżko i schowałam twarz w poduszce.
- Nie przejmuj się. Może to tylko przejściowe. A miałaś jakieś inne moce? – próbował mnie pocieszać.
- Tak, ale działają. Na przykład wiem, że sąsiadka Pervell jest teraz z dziećmi na mieście i jedzą gofry z truskawkami. – odparłam.
- WOW. Potrafisz to sprecyzować z taką dokładnością? – nie dowierzał.
- Tak. Od zawsze to potrafiłam. A ty od kiedy widywałeś przyszłość? – spytałam zainteresowana.
- Odkąd dołączyłem do Szatiarzy. Dostałem ten dar od władcy. – rozszerzyłam oczy z zaskoczenia – Właśnie tak. Zdziwiło mnie to, ponieważ zwykle daje się takie pobieżne dary, jak przykładowo twoje. Czyli szybkość, siłę i tym podobne. A ja dostałem tak ważny. Inne oczywiście też mam, ale pan powiedział, że ja na niego zasługuję, bo miałem największe poświęcenie. – wytłumaczył mi.
- Jakie? – dociekałam. Nie wyglądał na zadowolonego, gdy zadałam to pytanie. – Jeśli nie chcesz to nie mów.
- Nie chodzi o to, że ci nie ufam. Po porostu wspomnienia wracają, a ja nie chce mieć tego znowu w głowie. – wyjaśnił mi. Pierwszy raz widzę go przygnębionego. Zawsze mnie pocieszał, więc teraz przyszła moja kolej. Przytuliłam go, a on mnie objął.
- Nie zamartwiaj się. Z czasem wspomnienia znikną. A ja wolę cię uśmiechniętego. Odsunęłam się, by spojrzeć mu w oczy, zaś on odgarnął mi włosy z czoła i wreszcie się uśmiechnął. Moje ciało zadziałało natychmiast. Osunęłam się bezwładnie na łóżko.
- Przepraszam. Nie mogłem się powstrzymać, żeby cię zobaczyć taką bezbronną.
- Nie musisz przepraszać, że się uśmiechasz. Warto było znowu to zobaczyć. – odpowiedziałam, wyszczerzając zęby. Zaczął się śmiać, zapewne ze mnie. Musiałam wyglądać przekomicznie. Widząc go takiego, zawtórowałam mu. Nie mogliśmy załapać tchu pomiędzy kolejnymi salwami śmiechu.
Nawet nie zauważyłam, gdy Jack przestał. Zawisł nade mną przez chwilę i spojrzał mi w oczy. Starałam się już nie śmiać i normalnie oddychać. Złapał mnie za nadgarstki wciąż nie odrywając ode mnie wzroku. Powoli przybliżał swoją twarz do mojej. To ja pierwsza zamknęłam oczy, gdy poczułam jego wargi na swoich ustach. Pocałunek był zmysłowy i zachęcający do dalszych zabaw. Jednak po pięciu minutach naszej ustnej igraszki, ktoś zapukał do drzwi. W jednej chwili Jack wstał i pociągnął mnie za sobą.
- Proszę – powiedziałam, gdy poprawiłam ubranie.
- Dzień dobry, panienko Rosemarie, panie Willows. – przywitała się pani Brenda – Czy mam zrobić śniadanie, czy panienka będzie jadła na mieście? – dodała. Spojrzałam pytająco na Jack’a. On tylko się uśmiechnął. Jednak nie całkowicie. Tak, że jeszcze stałam o własnych nogach.
- Zjemy tutaj. Proszę przygotować danie jedenaste. – odpowiedziałam.
- Już się robi. – rzekła i wyszła, zamykając drzwi. Jack odwrócił się do mnie.
- Co to jest „danie jedenaste”? – spytał, łapiąc mnie za rękę.
- Niespodzianka. Dowiesz się dopiero, gdy zejdziemy na dół. – odpowiedziałam, mierzwiąc mu włosy.
- Może byśmy dokończyli to, co nam tak brutalnie przerwano? – zapytał z nadzieją w głosie.
- Nie ma takiej opcji. Musimy się przebrać do śniadania, nie uważasz? Nie przystoi nam iść w takich ubraniach, w jakich tu przyszliśmy. – powiedziałam sprytnie.
- Właściwie to ja tu przyszedłem, a ty na moich rękach. A tak poza tym to ja nie mam w co się ubrać, więc zostaje tak, jak jestem. – odparł.
- Nie ma tak dobrze. Mam coś, co będzie pasować na ciebie idealnie. – pobiegłam do garderoby i wyciągnęłam z szafki parę przedziurawionych, jasnych jeansów i zdjęłam z wieszaka chabrową koszulkę, która cudownie podkreśli mu mięśnie. Do tego bieliznę i czarne buty.
- Proszę. – powiedziałam, podając mu rzeczy i wepchnęłam go do łazienki. – Masz pół godziny.
No problem ms, nie powiem. Ale zakończenie świetne. Takie romantyczne. Tylko trochę się pogubiłam. Ona już pamięta Jack'a czy nie? I jeśli tak, to kiedy sobie przypomniała. I co z jej mocą? Czekam na następny i choć małe wytłumaczenie.💖💖💖
OdpowiedzUsuńW Jack'u zakochuje się od nowa. Odkąd zobaczyła go w salonie madame Karp. Wtedy pierwszy raz się pocałowali.
UsuńKiedy następny?
UsuńNominowałam cię do LBA. Szczegóły u mnie.
OdpowiedzUsuńhttp://mojaroza.blogspot.com/2016/06/lba3.html?m=1