***
Jezu Chryste, co to za dziwak? W co ja się wpakowałam? Jaka chłosta, to jest nienormalne. Przecież nie żyjemy w średniowieczu. Gdy wyszliśmy z tej sali byłam cała roztrzęsiona.
- Rose, wszystko w porządku? - zapytał Jack.
- Tak - skłamałam.
- Przecież widzę, że jesteś załamana. - jednak zauważył.
- To czemu się głupio pytasz? - byłam coraz bardziej rozdarta.
- Bo to mnie tylko utwierdziło, że nie czujesz się dobrze. Chodź do mnie. - przytuliłam go. Naprawdę tego teraz potrzebowałam. Pocałował mnie we włosy i pogładził po plecach.
- Mógłbyś mnie zawieźć do domu? Tylko najpierw się przebiorę. - zapytałam.
- Nie musisz się przebierać. Te stroje są szyte na miarę. Na nikogo innego nie będą pasować. Po prostu są twoje. - powiedział Jack.
- Jednak wolę się przebrać. Nawet do samochodu się nie zmieści ta suknia. - uśmiechnęłam się blado. Chwilę później byliśmy już u pani Karp.
- Jak poszło? - zapytała na wejściu.
- Świetnie - powiedziałam nieszczerze. - Wracam do domu i chciałabym się przebrać.
- Oczywiście. To twoje rzeczy. - podała mi ubranie, a ja poszłam do łazienki. Przez drzwi słyszałam rozmowę Jack'a i madame Sofii.
- Wie pani, to jest bardzo delikatna sprawa. Rose chciała, by ta informacja została między nami. Żeby nikt o tym nie wiedział. Czy mogę liczyć na pani dyskrecję, madame Karp? - spytał grzecznie chłopak.
- Oczywiście, ale czy jesteś pewny, że robisz dobrze? Czy władca przypadkiem nie powinien o tym wiedzieć? - niepewnie zapytała kobieta.
- I co by to dało? Mogłoby nawet pogorszyć sprawę. Nie uważa pani, że władca mógłby chcieć zabić Rose dla władzy? Ta sprawa jest bardzo delikatna, więc im mniej osób o tym wie, tym lepiej. - podsumował Jack. A ja ubrana już wyszłam z łazienki.
- Czy jesteś gotowa? Możemy jechać?
- Tak. - odpowiedziałam krótko.
Oczami Jack'a...
Rose szybko zasnęła w samochodzie. Widać była bardzo przybita wyjaśnieniami władcy. Tym razem już wiedziałem gdzie znajduje się jej dom, więc podjechałem pod bramę. Automatycznie się otworzyła i wjechałem dalej. Ostrożnie wysiadłem i wyciągnąłem Rose z samochodu. Musiała być bardzo zmęczona, ponieważ nawet się nie przebudziła, gdy ją niosłem do domu.
Drzwi otworzył nam starszy pan po pięćdziesiątce.
- Dzień dobry - przywitałem się.
- Dzień dobry, panie Willows - odpowiedział mężczyzna. Byłem zdziwiony, że zna moje nazwisko. Jemu się nie przedstawiałem. Najwyraźniej gosposia musiała mu o mnie powiedzieć.
Wszedłem z Rose na górę do jej sypialni i delikatnie położyłem ją na łóżku. Jak ona jest piękna, gdy śpi. Po prostu aniołek. Dobrze, że patrzenie na śpiące dziewczyny nie jest karalne. Umarłbym chyba, gdybym nie mógł na nią patrzeć. Delikatnie uśmiechała się przez sen. Sama słodycz po prostu. Ciekawe czy przy innej dziewczynie też bym się tak zachwycał, jak przy Rose? Czy tylko jest to spowodowane zauroczeniem? Przy niej tracę zmysły. Gdy jest przy mnie, staram się resztkami sił, opanować moje zdenerwowanie. Nigdy czegoś takiego nie miałem. Oczywiście spotykałem się z dziewczynami, ale to był tylko czysty seks. Nic mnie z nimi nie łączyło. Aż do chwili, gdy zobaczyłem Rose. Już wtedy, w tunelu wiedziałem, że jest kimś wyjątkowym. Ten jej upór i arogancja tylko mnie do niej zachęcił. Może to głupie, ale im bardziej się buntowała, tym bardziej mnie do niej ciągnęło. Czułem, jakby była mi przeznaczona. Jednak to do niej należy decyzja. To ona jest Księżniczką, a ja... Kim ja tak naprawdę jestem? Nikim. Zwykłym Szatiarem, na którego Bogini Nieba nawet nie spojrzy.
- Jack... - wyrwał mnie z zamyślenia głos Rose. Już chciałem się odezwać, gdy zobaczyłem, że ma zamknięte oczy. Czyżby znowu o mnie śniła? To mi się w głowie nie mieści. Jestem chyba najszczęśliwszym chłopakiem na ziemi.
Zbliżała się północ i postanowiłem, że czas by już opuścić mą ukochaną. Już zacząłem wstawać, gdy ona przyciągnęła mnie do siebie.
- Zostań ze mną, proszę. - powiedziała już w pełni świadoma. Musiałem ją niechcący obudzić. - Nie zostawiaj mnie samej.
- Dobrze. Zostanę. - odpowiedziałem, a ona położyła głowę na mojej piersi. I w tej oto pozycji spaliśmy to rana.