_________________________________________________________________________________
Wróciłem do swojego pokoju z uśmiechem na ustach. Teraz to już chyba nie zasnę do rana. Mam nadzieję, że ona mnie też wysłucha. Że będziemy razem. Muszę ją przecież chronić. Jej nie może stać się krzywda. Najlepiej by było, gdybyśmy stąd uciekli. Gdzieś daleko. Zostawić tutaj te wszystkie zmartwienia. Niestety ona jest księżniczką i nie będzie chciała żyć z kimś takim, jak ja. Prawo nakazuje, by związała się z członkiem rodziny królewskiej. Ja nie należę do tego grona, więc tak naprawdę jestem nikim.
Gdy o tym myślałem, czas mi się niemiłosiernie dłużył. Chciałem ją wreszcie zobaczyć. Te piękne, błękitne oczy, które wyglądają, jak najczystsza tafla wody. Te cudowne, blond włosy, które jeszcze bardziej podkreślają jej oczy.
Nawet nie zauważyłem, gdy nastał ranek.
Ktoś cicho zapukał do drzwi. Za nimi stała uczesana i ubrana Rose.
- Dzień dobry Jack - powiedziała z uśmiechem.
- Dzień dobry. Jak się spało? - zapytałem.
- Czy to nie ja powinnam cię o to spytać?
- Możliwe. Niemniej jednak chciałbym usłyszeć twoją odpowiedź.
- Bardzo dobrze. Nic nie było by w stanie podnieść mnie z łóżka.
Zaśmiałem się cicho pod nosem. Kto by się spodziewał? Na szczęście tego nie zauważyła.
- Za dwadzieścia minut będzie śniadanie, więc ubieraj się. - powiedziała i wyszła.
Po kwadransie pokój był posprzątany, a ja gotowy. Postanowiłem wyjść wcześniej. Jak w każdym domu kuchnia najprawdopodobniej była na dole. Zszedłem schodami na parter. Tam rozpościerał się przepyszny zapach bekonu i smażonych jajek. Czuć również było sok z pomarańczy.
W kuchni krzątała się starsza pani może po pięćdziesiątce. Właśnie wkładała chleb do tostera.
- Dzień dobry. Nazywam się Jack Willows. - przedstawiłem się. Szybko odwróciła się w moją stronę i wytarła ręce w fartuszek.
- Witam. Brenda Johann. Jestem gosposią panienki Rose. - podała grzecznie rękę. Pocałowałem ją z szacunkiem. Lekko się zmieszała. Pokazała mi miejsce przy stole, gdzie mogłem usiąść, zaś sama zabrała się za kończenie śniadania.
Po dwóch minutach zeszła do nas Rose.
- Wszystko gotowe.
- Dziękuję pani Brendo. - powiedziała.
Czemu tak bardzo to przedłużasz?! Niech on jej w końcu wyzna miłość. No już Jack. Na co czekasz? Kochasz ją, ona ciebie. Chłopie raz dwa. Ras się żyje, nie? No do dzieła. Czekam na kolejny i doskonale cię rozumiem. :-*
OdpowiedzUsuń