wtorek, 10 maja 2016

Rozdział 8. Koniec


Wiem, przepraszam. Należy mi się niezły opiernicz za to.

Miłego czytania 😃

_________________________________________________________________________________

Zaniemówiłam z wrażenia. Jednak dalej coś mnie niepokoiło.
 - Spokojnie Różo. Aż tak dobrze całuję? - zapytał bezczelnie.
 - Możliwe. Co nie zmienia faktu, że było to wielce niestosowne. Nie uważasz? - droczyłam się z nim. Uwielbiałam to robić, ponieważ zawsze tak słodko się wkurzał.
 - Panno Walker, przy Pani trudno zachowywać się stosownie. Tym bardziej, że wygląda Pani olśniewająco. - powiedział z nonszalancją i zakręcił mną dwa razy.
 - Panie Newton, Pan to potrafi sprawić kobiecie przyjemność. Jednak Pańskie zachowanie jest karygodne! - odpowiedziałam mu z udawaną złością i ruszyłam przed siebie. Martin szybko się ze mną zrównał.
 - Panno Różo, śmiem wątpić w Pani rację. Nie ma Pani absolutnie podstaw, by tak sądzić. - coraz bardziej wychodził z równowagi, a mnie się chciało śmiać, jednak miałam niewzruszony wyraz twarzy.
 - Ależ mam! I radzę Panu tego więcej nie robić, ponieważ konsekwencje Pańskich czynów będą wielce poważne. - rzekłam z podniesioną głową. Złapał mnie za rękę i przysunął do siebie. Patrzył na moje usta. Wodził wzrokiem po mojej twarzy. Czułam ciepło, które przeszło mi od czubka głowy, aż po palce u stóp. Przybliżył się do mnie i delikatnie musnął swoimi wargami moje. Po chwili pocałunek stał się głębszy, jednak tym razem bez języka.
 - Nadal twierdzisz, że to było niestosowne? - spytał, lekko się uśmiechając.
 - Tak - powiedziałam z czystej przekory. Na co on zareagował bardzo szybko. Jednym ruchem mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię.
 - Miarka się przebrała moja panno. -odpowiedział groźnie, lecz z uśmiechem na twarzy.
 - Zostaw mnie, Martin! Wszyscy na nas patrzą. - wyrywałam się, jednak bezskutecznie.
 - Nie interesuje mnie to. Postawię cię dopiero w kawiarni. - powiedział głosem nie słyszącym sprzeciwu.
Już gdzieś to widziałam. Tak jakbym przechodziła deja vu. Jakby kiedyś to się już zdarzyło.
 - Jesteśmy na miejscu - usłyszałam - jak się udała Pani podróż, Panno Walker? - postawił mnie na ziemię.
 - Byłaby lepsza, gdybym mogła iść o własnych nogach. - powiedziałam, poprawiając ubranie.
 - Tak przynajmniej było zabawnie. - otworzył mi drzwi. - Zapraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz