Wiem, przepraszam. Należy mi się niezły opiernicz za to.
Miłego czytania 😃
_________________________________________________________________________________
Zaniemówiłam z wrażenia. Jednak dalej coś mnie niepokoiło.
- Spokojnie Różo. Aż tak dobrze całuję? - zapytał bezczelnie.
- Możliwe. Co nie zmienia faktu, że było to wielce niestosowne. Nie uważasz? - droczyłam się z nim. Uwielbiałam to robić, ponieważ zawsze tak słodko się wkurzał.
- Panno Walker, przy Pani trudno zachowywać się stosownie. Tym bardziej, że wygląda Pani olśniewająco. - powiedział z nonszalancją i zakręcił mną dwa razy.
- Panie Newton, Pan to potrafi sprawić kobiecie przyjemność. Jednak Pańskie zachowanie jest karygodne! - odpowiedziałam mu z udawaną złością i ruszyłam przed siebie. Martin szybko się ze mną zrównał.
- Panno Różo, śmiem wątpić w Pani rację. Nie ma Pani absolutnie podstaw, by tak sądzić. - coraz bardziej wychodził z równowagi, a mnie się chciało śmiać, jednak miałam niewzruszony wyraz twarzy.
- Ależ mam! I radzę Panu tego więcej nie robić, ponieważ konsekwencje Pańskich czynów będą wielce poważne. - rzekłam z podniesioną głową. Złapał mnie za rękę i przysunął do siebie. Patrzył na moje usta. Wodził wzrokiem po mojej twarzy. Czułam ciepło, które przeszło mi od czubka głowy, aż po palce u stóp. Przybliżył się do mnie i delikatnie musnął swoimi wargami moje. Po chwili pocałunek stał się głębszy, jednak tym razem bez języka.
- Nadal twierdzisz, że to było niestosowne? - spytał, lekko się uśmiechając.
- Tak - powiedziałam z czystej przekory. Na co on zareagował bardzo szybko. Jednym ruchem mnie podniósł i przerzucił sobie przez ramię.
- Miarka się przebrała moja panno. -odpowiedział groźnie, lecz z uśmiechem na twarzy.
- Zostaw mnie, Martin! Wszyscy na nas patrzą. - wyrywałam się, jednak bezskutecznie.
- Nie interesuje mnie to. Postawię cię dopiero w kawiarni. - powiedział głosem nie słyszącym sprzeciwu.
Już gdzieś to widziałam. Tak jakbym przechodziła deja vu. Jakby kiedyś to się już zdarzyło.
- Jesteśmy na miejscu - usłyszałam - jak się udała Pani podróż, Panno Walker? - postawił mnie na ziemię.
- Byłaby lepsza, gdybym mogła iść o własnych nogach. - powiedziałam, poprawiając ubranie.
- Tak przynajmniej było zabawnie. - otworzył mi drzwi. - Zapraszam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz