poniedziałek, 23 maja 2016

Rozdział 10. Młody Bóg

Po pół godzinie dotarliśmy na miejsce. Teraz Kwatera była ogromna. Trzy murowane wieże zdobiły cały kompleks. Wokół rozpościerał się niesamowity ogród z żywopłotem i fontannami. Trawnik upiększały kolorowe kwiaty, które dodawały kwintesencji całemu wyglądowi.

Tym razem do budynku weszliśmy głównymi drzwiami.
-  Szybko do madame Karp! - ponaglił mnie pan Braun, gdy podziwiałam wnętrze. - Dzisiaj nie możemy się spóźnić, a zostało tylko półtorej godziny. - mówił, wyciągając zegarek. Wyglądał, jak królik z filmu "Alicja w Krainie Czarów".
- Dobrze, dobrze. Już idę. - odpowiedziałam, wolno wchodząc po schodach.
Wreszcie dotarłam do pokoju pani Sofii. Przywitała mnie z otwartymi ramionami.
- Och Kwiatuszku, to tylko jedna noc, ale bardzo mi cię tutaj brakowało. Trudno być jedyną dziewczyną w całym tym zamku. - rzekła, sadzając mnie na krześle przy lusterku.
- Co będziemy dzisiaj robić? - spytałam z nieukrywaną ciekawością. Chciałam, by wreszcie wszystkie te tajemnice się skończyły. W pewnym momencie drzwi do pomieszczenia się otworzyły i do środka wszedł chłopak. Był nieziemsko przystojny. Miał śliczne zielone oczy, prosty nos i blond, zmierzwione włosy. Wyglądał, jak młody bóg, a nie nastolatek. Opięta koszulka eksponowała jego mięśnie, których zapewne nie miał przypadkiem. Uśmiechnął się do mnie i wtedy zobaczyłam te oszałamiające dołeczki w policzkach. Gdybym teraz stała, to na pewno wylądowałabym na podłodze, ponieważ nogi pode mną się ugięły. Wyglądał na starszego ode mnie. 
- Cześć Rose, dzień dobry madame Karp. - powiedział uprzejmie się kłaniając. Skąd on zna moje imię? Wie kim jestem? A najważniejsze pytanie: kim on jest?
- Witaj Jack'u. Heinz'a jeszcze nie ma, więc będziesz musiał chwilkę za nim poczekać. - odpowiedziała mu kobieta, jednak on wciąż patrzył na mnie. Tak jakby oczekiwał na moją reakcję. 
Zaraz, zaraz... Przecież dzisiaj dostałam list od niejakiego Jack'a. Czyżby to był on? Niemożliwe. Nawet się nie znamy. Przynajmniej ja go nie znam, bo on najwidoczniej tak. I to bardzo dobrze. 
- Hej. - powiedziałam nieśmiało. Było to dla mnie nowością. Zazwyczaj nie wstydziłam się przed chłopakami. 
- Ej... Coś taka czerwona? - zapytał ze śmiechem. Zażenowałam się jeszcze bardziej. Moja twarz przybrała chyba kolor purpury, zaś w brzuchu coś mnie łaskotało. Czyżby to były te przysłowiowe motylki, czy tylko odruch wymiotny? A może na serio się zakochałam - to by była wtedy miłość od pierwszego wejrzenia. Jednak ja w taką nie wierzę, dlatego zakładam, że to grypa żołądkowa. A on może znać mnie ze szkoły.
- To co będziemy dzisiaj robić? - powtórzyłam pytanie to pani Karp.
- Dzisiaj się wszystkiego dowiesz, Rose. Niby nie będzie ci to potrzebne, bo ty masz to we krwi, ale to standardowa procedura. - wyprzedził z odpowiedzią chłopak.
- O czym ty mówisz Jack? - zapytała kobieta. - Jakiej krwi?
- To wy nie wiecie? - jednocześnie pokiwałyśmy przecząco głową.
- Rose jest Księżniczką. - otworzyłam buzię ze zdziwienia, zaś madame Sofia wybałuszyła oczy.
- Czemu się tak dziwicie? Książek nie czytacie? - zapytał Jack. - Pani powinna zauważyć, gdy ją pani ubierała. Nie zaciekawiło to pani?
- Ale co miałoby mnie zaciekawić? - spytała zbulwersowana już kobieta.
- Znaku. Rose ma znak. - odpowiedział spokojnie.
- Znak, jak znak. Ty też go masz. Dwie gwiazdki. - rzekła kobieta, a ja przysłuchiwałam się ich konwersacji.
- Rose ma Różę. - powiedział, a pani Karp o mało co nie zachłysnęła się powietrzem. - Nie bez powodu ma na imię Rosemarie. Jest Błękitną Księżniczką.
Madame zaczęła mi się kłaniać. Zmieszana nie wiedziałam, co powiedzieć. Przecież nie codziennie człowiek się dowiaduje, że jest z rodziny królewskiej.
- Czy może pani przestać? - zapytałam, a kobieta szybko się wyprostowała. W tej chwili przyszedł stylista Wollart i wybawił mnie z niezmiernie krępującej sytuacji. 
- Dzień dobry panienko Rosemarie. - ukłonił się grzecznie, po czym zwrócił się do chłopaka. - Chodź Jack.
Pani Sofia wróciła do swojego zajęcia. Nie odezwała się ani słowem, a ja byłam tam tylko ciałem. Myślami wędrowałam w przestworzach. Nawet nie wiem kiedy do izby wszedł pan Charlie.
- Czy są już gotowi? - zapytał z wyraźnym przejęciem.
- Tak, oczywiście. - odpowiedzieli chórem styliści. Wszyscy zebrani w pokoju nie mogli oderwać ode mnie wzroku. Czułam się tym bardzo skrępowana.
- Czemu tak na mnie patrzycie? - zapytałam.
- Podziwiamy. - odpowiedział mi pan Heinz.
- Ona chyba sama nie wie, jak wygląda. - zabrał głos Jack i podszedł do mnie. Stanął za mną i chwycił za ramiona. Delikatnie mnie odwrócił w stronę stojącego lustra.
- Spójrz - zakomenderował. To co zobaczyłam w lustrze to był cud. To nie mogłam być ja. Ja jestem brzydka, a kobieta w lustrze była boginią.
- To... to ja? - spytałam niepewnie.
- A kto? - uśmiechnął się chłopak, a ja zobaczyłam te słodkie dołeczki. I to był jego błąd, bo teraz nie siedziałam, lecz stałam i niestety gdyby mi nie pomógł, leżałabym jak długa.
- Może wyjdziemy na chwilkę? - zaproponował stylistom pan Braun. Byłam jakby w transie.
- Nic ci nie jest? - zapytał z troską.
- Nie byłoby, gdybyś się nie uśmiechał tak seksownie. - ponowił uśmiech i znów musiał mnie przytrzymać. - O mój Boże...
- Tak, dokładnie. Powiedziałaś to na głos.
Myślałam, że teraz spalę się ze wstydu. Chciałam zapaść się pod ziemię.
- Nie przejmuj się. Ty też wyglądasz olśniewająco. - powiedział. Delikatnie przybliżył swoje usta do moich, jednak cały czas patrzył mi w oczy. Poczułam jego ciepłe wargi wbijające się w moje usta. Pocałunek był namiętny i niepewny. Bowiem nie wiedział czy ja też będę tego chciała. Ja jednak odwzajemniłam go. Całował tak zmysłowo, jak nikt inny przed nim. On jest chyba prawdziwym bogiem. 
Nagle do pokoju weszła pani Sofia i pospiesznie oderwaliśmy się od siebie. Ukłoniła się. Znowu. Podeszłam do niej i wzięłam za ręce.
- Czy mogłaby się pani zachowywać tak, jak wcześniej? - zapytałam, a ona spojrzała na mnie z wielkim zdziwieniem.
- Czy jest Pani tego pewna?
- Oczywiście pani Karp i proszę mi mówić Rose, tak jak robiła to pani do tej pory, dobrze?
- Dobrze - odpowiedziała z uśmiechem.
- Możemy już iść? - głos zabrał Jack.
- Tak. Możemy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz