Znowu wchodziliśmy po tych starych schodach. Jakby nie mogli zrobić tu windy. Strasznie mnie to denerwowało. Trwało to stanowczo za długo.
- Czemu nazwałeś mnie Błękitną Księżniczką? - zapytałam Jack'a, gdy pan Charlie nie mógł nas usłyszeć.
- Rose, jesteś nią. Jesteś Boginią Nieba. Dlatego w twoim tytule jest błękit. - odpowiedział spokojnie.
- Ale co to znaczy?
- Jest legenda, że Trzynasta Gwiazda przyniesie nam zbawienie. Tylko w jednym stuleciu pojawiła się trzynastka. To była twoja mama. Ty jesteś druga. Dziedziczysz władzę. Wiedziałem o tym, odkąd zobaczyłem twoje ramię. Wiedziałem, że należysz do rodziny królewskiej. - wytłumaczył.
- Przecież moja mama umarła na białaczkę. - zaprotestowałam. To nie mogło dziać się naprawdę. To było sprzeczne z naturą. Nic z tego nie rozumiałam.
- Twoja ludzka, zastępcza matka. Boginie w niebiańskim świecie nie mogą mieć dzieci. A przynajmniej te dzieci nie mogą tam przebywać. Dlatego Księżniczka Isabella musiała cię oddać ludziom. Życie w przestworzach byłoby dla ciebie wówczas bardzo niebezpieczne. Teraz jednak, to ty będziesz musiała przejąć władzę i ocalić nasze istnienie. W tobie jest nadzieja na to, że nasz gatunek przetrwa. - mówił, z niepewnością w oczach. Zapewne bał się, że zaraz ucieknę stąd z krzykiem. W zasadzie chciałabym to zrobić, ale wiem, że i tak mnie znajdą.
- Kto jeszcze o tym wie? - spytałam - Nie chcę, żeby inni zachowywali się tak, jak madame Karp. To strasznie wkurzające.
- Tylko my troje. Ja nikomu nie powiedziałem, jeżeli poprosimy panią Sofię, to też powinna nic nie mówić. A ty chyba sama siebie nie wydasz, co?
- Oczywiście, że nie. Masz mnie za głupią? - zbulwersowałam się.
- Nie, jednak musisz pamiętać, że zwykłym ludziom nie możesz tego powiedzieć. Innym Agryfinom również, ponieważ ktoś może wykorzystać te informacje przeciwko tobie. - odparł z przejęciem.
- Czy władca o tym wie? - spytałam.
- Nie, i chyba będzie najlepiej, jeżeli się nie dowie. Dla nich jesteś po prostu zagubioną gwiazdą.
Odetchnęłam z wyraźną ulgą.
W końcu dotarliśmy na miejsce. Pan Braun otworzył nam drzwi i uśmiechnął się uspokajająco.
Mistrz Black ubrany był w biały garnitur. Zupełnie nie wiem po co. Kompletnie to do niego nie pasowało. Ciekawa jestem kto go ubrał. Na pewno facet. Kobieta nigdy nie wybrałaby takiego bezguścia.
- Rosemarie. Wyglądasz oszałamiająco. - zachwycił się władca.
- Dziękuję - powiedziałam i lekko dygnęłam. Naprawdę, że też ja muszę takie rzeczy robić.
- Siądźcie przy stole. Zaraz powinni podać do stołu - rzekł i zadźwięczał małym, złotym dzwoneczkiem. Do komnaty weszli kelnerzy trzymający jedzenie w srebrnych tacach.
Oczami Jack'a...
Nie podobało mi się to w jaki sposób Pan patrzył na Rose. Jest jakiś podejrzany. Tak jakby była ona jego własnością, a tak nie jest.
Przynieśli jedzenie. Była to pieczona kaczka faszerowana jabłkami, podawana z ziemniakami i żurawiną. Do tego było białe wino wytrawne. Nie przepadałem za tą odmianą wina, więc delikatnie odmówiłem kelnerowi. Najwidoczniej Rose też nie smakowała, bo poprosiła o słodkie czerwone.
- Ja proszę to samo.
- Czy wam smakuje?- zainteresował się władca.
- Tak, naturalnie. Wszystko jest pyszne - odpowiedziała Rose. Wiedziałem, że kłamie. Zawsze gdy to robi, to nosek jej się odrobinę marszczy. Zdążyłem to zauważyć, bo wystarczająco dużo razy mnie okłamała, że nic jej nie jest. Jednak o uśmiechu i miłości do mnie mówiła prawdę, dlatego napisałem jej ten list. Tylko czemu dzisiaj tak dziwnie zareagowała, gdy się z nią przywitałem. Może się przestraszyła, lub gorzej, ja ją wystraszyłem swoim wyznaniem. Nie powinienem się z tym tak bardzo spieszyć, ale spanikowałem, gdy zobaczyłem Martina w jej domu. Chyba jestem o nią zazdrosny.
- Rosemarie - zwrócił się do dziewczyny władca - czy mam ci wszystko opowiedzieć, czy masz jakieś konkretne pytania?
- W zasadzie to mam parę pytań. - odpowiedziała - Czemu to się nazywa Kwatera Księżyca?
- Jesteśmy sługami bogów. To oni nadali temu miejscu taką nazwę. Niestety nie zależy to ode mnie. - odparł.
- No dobrze to już wiem gdzie jestem. A drugie pytanie to co ja tu robię?
- Żeby odpowiedzieć na to pytanie, muszę ci najpierw powiedzieć kim się stałaś. - zaoponował władca.
- Tak mniej więcej to wiem, że stałam się Szatiarką, że muszę pomagać innym ludziom, że mam dobre serce i tak dalej. - powiedziała, wyraźnie znudzona Rose.
- Ja jestem ziemskim władcą Niebios - zaczął mówić Pan - moim zadaniem jest dopilnować, by nie stała ci się krzywda, ale jednocześnie karać lub nagradzać za czyny jakie popełniłaś. Jeżeli zrobisz dobry uczynek, na przykład pomożesz staruszce znaleźć dom, to zostaniesz za to sowicie nagrodzona, zaś gdy uczynisz coś złego, na przykład podłożysz komuś nogę, lub przejdziesz obojętnie obok człowieka, leżącego na ziemi to czeka cię chłosta. Wtedy nie będziemy mieli żadnych skrupułów, alby zmniejszyć ci karę. Rozumiesz?
- Tak - odpowiedziała przestraszona dziewczyna.
- Proszę, abyś zwracała się do mnie z należytym mi szacunkiem, rozumiemy się? - zapytał retorycznie.
- Tak, panie - poprawiła się.
- No dobrze, wszystko zostało wyjaśnione. Jeżeli nie masz żadnych pytań to możecie już iść. - powiedział władca, jakby chciał się nas pozbyć. Widać było, że Rose chce jeszcze o coś zapytać, jednak jej odwaga się ulotniła. Więc tylko dygnęła i wyszliśmy z sali.
To się robi coraz bardziej podejrzane. Tak jakby byli to Rose i Jack kontra cały świat. No ale księżniczki nie mają łatwo. Czekam na następny i życzę weny. I więcej scen Jack+Rose, proszę.😂😂😂💖💖💖
OdpowiedzUsuń