To naprawdę był on. Martin - mój kochany Martin. Ale jak to się stało, że on żyje? Przecież sama widziałam, jak płonie. Patrzył na mnie z troską, jakby bał się, że za chwilę ucieknę. Odpiął pasy bezpieczeństwa. Czekał aż coś powiem. Jednak ja nie byłam w stanie wydusić nawet słowa.
- Wiem, że to może dziwnie wygląda, ale wszystko ci wytłumaczę, Różo. Nie musisz się mnie bać.
Nadal milczałam. Położył rękę na mojej dłoni.
- Tego wieczoru dowiedzieliśmy się, że miał być na mnie zamach - zaczął - niestety naraziłem się bardzo złym ludziom. Dlatego też wraz z rodzicami postanowiliśmy postawić dublera na moje miejsce. Wiem, że jesteś na mnie wściekła za to, co zrobiłem, ale nie miałem innego wyjścia. - tłumaczył - Powiedzieliśmy mu, co ma robić, mówić ludziom, wystylizowali go na mnie, chociaż to była marna replika. Ale najgorsze było to, gdy mówiłem mu, co ma mówić do ciebie. Nie mogłem znieść jego widoku z tobą. Naprawdę ślicznie wtedy wyglądałaś. I później pod koniec walca był zamach. Spalili go. Nadal nie mogę uwierzyć, że to mogłem być ja. Widziałem, jak uciekałaś na zewnątrz z płaczem. Chciałem wtedy do ciebie podejść i cię przytulić. Jednak nie mogłem. - zakończył swój monolog. - Powiedz coś, proszę. Nie milcz tak, to nie do zniesienia. - powiedział.
Nie wiedziałam, co mam mu powiedzieć. Współczuć mu, nakrzyczeć, popłakać się, uciec? A może porzygać prosto na niego. Nawet nie wiem, kiedy słowa zaczęły wypływać ze mnie same, tak jakbym to nie ja je wypowiadała. Albo jakbym była w transie.
- Tęskniłam za tobą - powiedziałam, kładąc mu rękę na policzku. Odetchnął z wyraźną ulgą. - Bałam się, że cię stracę.
Martin. On żyje. Kochany. Chwila! Teraz obaj będą się do niej przystawiać. No robi się oraz ciekawiej. Idę czytać dalej. I kto zaplanował zamach. Oj będzie się jej tłumaczył, oj bedzie.
OdpowiedzUsuńJak wszystko pójdzie dobrze to dzisiaj pojawi się jeszcze jeden 😃
Usuń