Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
- Gdzie my w ogóle jesteśmy? - zapytałam.
- To moje nowe mieszkanie. Przepraszam za twoją głowę. Greg jest bardzo porywny. Opatrzyliśmy ją i wszystko powinno już być dobrze.
- Dlaczego działałeś z Partysami? Jak mnie znalazłeś? Nie można tego było zrobić normalnie i bardziej delikatnie?
- Ja działałem z Partysami? Skąd ci to przyszło do głowy? - spytał podenerwowany.
- Zanim pojawił się Greg to wpadli na nas Partysowie. Chcieli mnie zabić. Zresztą myślałam, że on jest jednym z nich. - wytłumaczyłam.
Wstał pospiesznie.
- Greg... - zawołał.
- Poczekaj - mężczyzna wszedł do pokoju - zanim oberwałam w głowę - spojrzałam wymianie na oprawcę - to widziałam, jak Jack zabija ostatniego. Gdyby nie on już pewnie bym nie żyła.
- Przepraszam. To było konieczne. - tłumaczył Greg.
- Dobrze, że nie masz żadnych innych obrażeń. - rzekł Martin. - A właśnie. Kim jest Jack? Wołałaś go przez sen.
Że co? Ja coś gadałam przez sen? To niemożliwe. I to jeszcze przy Martinie? Dlaczego wołałam akurat Jack'a? Wiedziałam, że będę musiała mu powiedzieć kim jestem. Tylko jak? Jest zwykłym człowiekiem. Gubił się, gdy byłam Agryfinką, a teraz gdy jestem Szatiarką to się chyba załamie. I co ja mam teraz zrobić?
- Yyy... Jack to... kolega. - palnęłam.
- No dobrze. Może kiedyś go poznam. - nawet jeśli był zły to nie okazywał tego. - A teraz musimy cię odwieźć do domu.
Kolega. Tak to się trraz mówi. Rose, przyznaj że jest dla ciebie kimś ważnym. Martin to zwykły człowiek? To trochę komplikuje. Ach. Czyli ona jest bezpieczna, a tam Jack się o nią martwi. Biedak. No to idę do następnego.
OdpowiedzUsuń