- Jesteś niesamowicie leciutka. Jak piórko. Jeszcze nigdy nie niosłem tak lekkiej dziewczyny.
- A dużo ich nosiłeś? - zapytałam.
- Wystarczająco, by stwierdzić, że jesteś z nich wszystkich najlżejsza.
- Kiedy wreszcie postawisz mnie na ziemię?
Nie chciałam być zdana na niego. Denerwowało mnie to, że nic nie mogę zrobić, bo był uparty. Chyba wreszcie trafiłam na charakter podobny do mojego.
- Nawet bardzo mi się to podoba. - puścił do mnie oczko - Dopiero w samochodzie.
- Chcesz tak wyjść ze mną na dwór?
- Dlaczego nie? W końcu się źle czujesz.
Patrzyliśmy przed siebie. Parking nie był za duży. Stały tylko cztery samochody. Jack podszedł do tego największego. Było czarne i miało przyciemniane szyby. Nawet pomyślałam, że są kuloodporne. Jednak po co mielibyśmy jechać takim pancernym wozem? Z łatwością wyjął kluczyki i otworzył drzwi. Posadził mnie na miejscu pasażera z uśmiechem i poszedł na drugą stronę. Nie chciałam z nim nigdzie jechać. A może gdzieś po drodze wyskoczę z samochodu? Tak. Parę metrów za parkingiem.
Gdy Jack wsiadał miał złą minę.
- O co chodzi? Coś się stało? - pytam
Odwrócił się do mnie i spojrzał mi w oczy.
- Powiedz mi Rose, dlaczego chcesz ode mnie uciec?
Zbił mnie z tropu. Skąd on o tym wiedział? Przecież nie czyta w moich myślach. No tak... Dar widzenia, a ja podjęłam decyzję. Musiał zobaczyć, jak wyskakuję. Spuściłam wzrok.
- I to w tak brutalny sposób? Popatrz na mnie, Rose - poprosił.
Przed moimi oczami ukazał się tamten wieczór i... Martin. Bałam się, że jeżeli to zrobię, to coś się stanie z Jack'iem. Wziął mnie pod brodę i uniósł moją głowę w górę. Spojrzałam na niego, na razie nic mu nie jest.
- Dlaczego? Aż tak mnie nienawidzisz? Rose, zależy mi na tobie. To dlatego nie chciałem byś do nas dołączała, by nic ci się nie stało. Chcę wejść do samochodu, a tu wizja: widzę ciebie, jak parę metrów za parkingiem wyskakujesz. Nie możesz mi robić takich rzeczy. Rozumiesz?
Czy on właśnie powiedział, że mu na mnie zależy? Poczulam się jakoś dziwnie. Tak jakby moje serce zalała fala ciepła.
- Przepraszam. Ja... to było głupie. Ale po prostu nie chciałam jechać tam z tobą. Nawet nie mogę patrzeć na jedzenie. Od razu mnie mdli. Zaraz... Nie ruszaj się. To oni. Przyszli po mnie...
Kto?? Kobieto, kto??? Dawaj szybko następny. Ja muszę wiedzieć. Jack nagle się o nią troszczy. Ciekawe. Czyżby po jednym dniu się w niej zakochał. Uwielbiam takie chwyty. Dawaj szybko następny rozdział. Czekam i życzę weny. :-*
OdpowiedzUsuń