Przeszyłem Partysa kijem. Krew mu poszła na wszystkie strony.
Nie mogłem zapomnieć tego przestraszonego wzroku. W uszach ciągle dźwięczał jej krzyk. Aż mnie serce zabolało. Chciałem za nimi biec, ale jakby rozpłynęli się w powietrzu. Natychmiast wróciłem do zamku, by poinformować resztę o tym incydencie.
- Panie Charlie, musi mi pan pomóc.
- Jack, odwiozłeś już Rosemarie? - zapytał.
- No właśnie nie. Miałem ją odwieźć, gdy na nas napadnięto.
- Co? Kto na was napadł i gdzie jest dziewczyna? - dołączył się do rozmowy doktor Miller.
- Partysowie. Chcą się zemścić na Rose za to, że inny zginęli, gdy stała się Szatiarką. To wrogowie Agryfinów. Musimy jej pomóc.
- Ewidentnie, ale nie wiemy gdzie ona jest. - powiedział pan Braun.
- Najlepiej zapytajmy władcę. On nam powie, co mamy zrobić. - wtrącił doktor.
- Aha... Jeszcze jedno. Na parkingu jest pięć ciał i dobrze by było, gdyby ktoś je stamtąd zabrał, zanim ktokolwiek je zobaczy. - rzekłem.
- Straże, idźcie na parking i pozbądźcie się zwłok. - zarządził pan Charlie.
Szliśmy przez schody o wiele za długo. Pierwszy raz pożałowałem, że nie ma tu windy. Denerwowałem się. Ręce mi się pociły, byłem bliski płaczu. Wreszcie dotarliśmy na górę. Z impetem otworzyłem drzwi. Być może nawet zbyt mocno.
- Panie, porwali ją. Musimy ją odnaleźć. - wparowałem do sali tronowej i bez ukłonu podszedłem do mistrza. Pierwszy raz dopuściłem się takiego nieposłuszeństwa.
- Spokojnie. O co chodzi? Kogo porwali? - zapytał władca. Coraz bardziej mnie denerwował. Tylko resztkami samokontroli powstrzymywałem się, by się na niego nie rzucić.
- Jak to kogo porwali? Rose. Partysowie ją zabrali i musimy ją odebrać. - prawie krzyknąłem.
- Proszę cię Jack'u, abyś się nieco uspokoił. Panika jest tutaj niewskazana. Na razie nikogo nie będziemy szukać. Poczekamy do jutra. Jeżeli jutro o tej godzinie się nie pojawi, wtedy rozpoczniemy procedurę poszukiwawczą. - zarządził pan.
- Słucham? - nie dowierzałem w to, co przed chwilą powiedział - Mamy czekać do jutra? Przecież do tej pory mogą ją zabić, o ile już tego nie zrobili. - byłem załamany, ostatnie zdanie ledwo mi przeszło przez gardło.
- Wystarczy tego! Panie Braun, proszę zaprowadzić chłopaka do pokoju na drugim piętrze. Tam się uspokoi.
- Rozumiem - powiedział pan Charlie.
Wreszcie stamtąd wyszliśmy. Rose porwano, a on nic nie zamierza zrobić. To nie do pomyślenia. Dlaczego ja się tak tym przejmuje? Pierwszy raz mi na kimś zależy. Tak, na Rose, to właśnie o nią się martwię, bo ...ją kocham...
Oooo... to urocze. On się zakochał w naszej Rose. Nie patrz na nich. Uciekaj i ją szukaj. Uratuj ją. Ona cię potrzebuje. Co oni sobie myślą?! Zostawić biedną dziewczynę, na pastwę tych Partysów. Wstyd. Widać, że Jack po raz pierwszy spotkał się z tym uczuciem. Czekam na dalsze rozwinięcie akcji. I niech on ją ratuje.💖
OdpowiedzUsuń