Weszliśmy z Gregiem do zamku i skierowaliśmy się do gabinetu doktora Millera.
- Panie Stephenie, misja wykonana. - powiedziałem od progu.
- Fantastycznie Martinie. Mam do ciebie jedno pytanie. Czy jesteś zupełnie pewny, że ona ci ufa? -zapytał z niepokojem w głosie.
- Naturalnie. Zrobiłaby dla mnie wszystko. W końcu jestem dla niej, jak brat. O... Kto to właściwie jest Jack?
- To czwórka - niestety. - odpowiedział pan Miller.
- Więc to nie dobrze. Jestem prawie pewien, że jest w nim zakochana, bo wołała go we śnie.
- To skandal! Musimy temu zapobiec.
- Jeżeli nie wyzna jej miłości to sprawę mamy z głowy, bo przecież nie przeczyta jego myśli. Gorzej jak jej powie.
- W takim razie musisz zrobić wszystko, by do tego nie doszło. - powiedział pan Stephen.
***
Wstałam i podeszłam do okna. Otworzyłam drzwi tarasowe. To był Jack. Wszedł do środka.
- Cześć Rose. Żyjesz. Co się z tobą działo. - spytał nerwowo.
- Nie uwierzysz w to. - powiedziałam z ekscytacją - Martin żyje.
Opowiedziałam mu całą historię. Podobnie, jak ja nie mógł w to uwierzyć.
- Chyba powinienem już wracać - rzekł Jack.
- Zamierzasz o drugiej nad ranem jechać do domu? - zapytałam z sarkazmem.
- Tak. To normalne, że chcę wrócić i położyć się spać.
- Skoro tu jesteś to może już zostaniesz na noc. - zaproponowałam. - To nie przystoi byś tułał się po nocach.
O co tu chodzi? Martin coś wie? Czemu Jack i Rose nie mogą być razem? Będą szczęśliwi. To miło, że przenocuje go. Może wyzna jej miłość, choć znając życie, pewnie jakoś to będzie skąplikowane. Czekam na następny i żeby rozdziały były dłuższe.💖💖💖
OdpowiedzUsuń