- Skoro to jest Zamek Księżyca, to co ja tutaj robię?
- Nie mogę ci tego powiedzieć , kochanie. To jeszcze nie ten czas. - mówiła madame, kręcąc mi włosy.
- Ale ja chcę to wiedzieć - zaprotestowałam, lecz udała, że mnie nie słyszy.
Pani Karp przyniosła mój strój. Czarne półbuty i czerwoną sukienkę z krótkim rękawem, odcinaną od talii przed kolana. Do tego czarny sweterek i czarną bransoletkę z diamencikami. Delikatnie włożyła na mnie sukienkę i zapięła mnóstwo guziczków na przodzie.
- No... Spójrz w lustro, kwiatuszku. - powiedziała z zachwytem. Gdy zobaczyłam swoje odbicie, nie mogłam uwierzyć, że to ja. Byłam piękna.
- Do tego będzie naszyjnik, który dostaniesz tam na górze - rzekła - Moja gotowa, Heinzie. A jak tam młodzieniec? - zapytała kobieta.
- Już prawie, prawie. Momencik. - odpowiedział krawiec.
- Oto on.. - przerwał, spoglądając na mnie. - Cóż to jest za cudo? Piękna twa uroda, pani. Och... Szkoda, że ja jestem dla ciebie za stary, kruszynko.
Czułam, jak się rumienię. Jack również nie mógł oderwać ode mnie wzroku. W jego myślach byłam, jak anioł. Wokół mnie iskrzyło się światło. On też był przystojny. Ubrany został w czarne, materiałowe spodnie i błękitną koszulę na długi rękaw. Włosy miał niedbale ułożone.
- No... - klasnęła w dłonie pani Sofia - czas iść na górę, drogie dzieci.
Gdy weszliśmy po schodach, bodajże na samą górę, czyli tam gdzie miałam się znaleźć od początku, zobaczyłam wielkie, zdobione drzwi, które otworzył nam pan Charlie, czekając na nas.
- Pięknie wyglądasz, panienko - powiedział staruszek.
- Dziękuję - odpowiedziałam, z uśmiechem.
Naprzeciw drzwi, pod ścianą, stały dwa trony. Na jednym z nich siedział władca, zaś drugie było puste. Pomyślałam, że niegdyś należało do jego żony. Po prawej stronie stał wielki fortepian, a po lewej długi stół i krzesła.
- No nareszcie. Ślicznie wyglądacie. - rzekł mistrz.
- Czas wręczyć ci wisior, młoda damo - zabrał głos doktor Miller - Uklęknij przed tronem.
- Ja, Wielki Mistrz Szatiarzy, Alfons Rudolf Bryan Nicolas Black, ofiaruję Tobie, Rosemarie Isabelle Walker, ten oto wisior miłości. W wierze, że wykorzystasz go prawidłowo, moja trzynasta gwiazdo. - powiedział, zakładając mi na szyję łańcuszek z diamentowym sercem.
- Dziękuję Mistrzu - odpowiedziałam.
_________________________________________________________________________________
Bardzo przepraszam, że przez kilka dni nie było rozdziałów, po prostu byłam w szpitalu i nie mogłam dodać. Dziś może dodam jeszcze jeden.
Pozdrawiam 😃
Wspaniały. Zzlaczyna podobać mi się ten Jack. Rose mimo swojego zagubienia, doskonale ukrywa niezadowolenie. Idę czytać następny, a tobie życzę zdrowia. :-*
OdpowiedzUsuń