- Co? O czym ty mówisz? Kim jest Martin? - spytał.
- To mój przyjaciel. Przed przemianą byłam z nim na balu, a on tak po prostu stanął w płomieniach. - załkałam. Całkowicie się rozkleiłam.
- Usiądź, bo zaraz zemdlejesz. Znowu.
Zrobiłam, co kazał, bo rzeczywiście nie czułam się najlepiej. Siedzieliśmy na schodach. Opowiedziałam mu wszystko, co się stało tamtej nocy. Nie przerywał mi, tylko co jakiś czas marszczył brwi.
- Dlaczego mówił do ciebie Róża? - zapytał wreszcie.
- To właśnie przez to znamie. Podobały mu się te gwiazdki. Mówił, że dla niego jestem Różą, bo jestem tak ładna, jak one.
Zastanawia mnie dlaczego akurat tym się zainteresował.
- Jadłaś coś w ogóle od tamtego czasu? - spytał nagle, wyrywając mnie z zamyślenia.
- Nie, ale nie jestem głodna.
- Ja jednak upieram się, żebyśmy poszli na obiad. Tutaj niedaleko jest taka restauracja. Może mdlejesz właśnie dlatego. Jako Szatiarka musisz dużo jeść.
Zrobiłam kwaśną minę, a on się roześmiał. Pierwszy raz go zobaczyłam śmiejącego i dopiero teraz zauważyłam, że ma bardzo seksowne dołeczki.
- To pytanie było tylko grzecznościowe. Albo pójdziesz ze mną dobrowolnie, albo zaprowadzę cię tam siłą.
Mimowolnie się uśmiechnęłam, lecz i tak pokręciłam przecząco głową. W tym momencie na jego twarzy pojawił się diabelski uśmieszek. Nie wiedziałam, jak to odebrać. Po chwili, nieoczekiwanie wziął mnie na ręce, jakby podnosił plecak.
Martin! Co się stało z Martinem??! Ludzie nie stają tak po prostu w płomieniach. Nagle ten Jack ja polubił? On jest dziwny. Rose nie załamuj się. Wszystko się wyjaśni. Życzę weny i idę czytać następny.
OdpowiedzUsuń