poniedziałek, 25 kwietnia 2016

Rozdział 5. cd

Uśmiechnął się i pocałował mnie w czoło.
 - Gdzie my w ogóle jesteśmy? - zapytałam.
 - To moje nowe mieszkanie. Przepraszam za twoją głowę. Greg jest bardzo porywny. Opatrzyliśmy ją i wszystko powinno już być dobrze.
 - Dlaczego działałeś z Partysami? Jak mnie znalazłeś? Nie można tego było zrobić normalnie i bardziej delikatnie?
 - Ja działałem z Partysami? Skąd ci to przyszło do głowy? - spytał podenerwowany.
 - Zanim pojawił się Greg to wpadli na nas Partysowie. Chcieli mnie zabić. Zresztą myślałam, że on jest jednym z nich. - wytłumaczyłam.
Wstał pospiesznie.
 - Greg... - zawołał.
 - Poczekaj - mężczyzna wszedł do pokoju - zanim oberwałam w głowę - spojrzałam wymianie na oprawcę - to widziałam, jak Jack zabija ostatniego. Gdyby nie on już pewnie bym nie żyła.
- Przepraszam. To było konieczne. - tłumaczył Greg.
- Dobrze, że nie masz żadnych innych obrażeń. - rzekł Martin. - A właśnie. Kim jest Jack? Wołałaś go przez sen.
Że co? Ja coś gadałam przez sen? To niemożliwe. I to jeszcze przy Martinie? Dlaczego wołałam akurat Jack'a? Wiedziałam, że będę musiała mu powiedzieć kim jestem. Tylko jak? Jest zwykłym człowiekiem. Gubił się, gdy byłam Agryfinką, a teraz gdy jestem Szatiarką to się chyba załamie. I co ja mam teraz zrobić?
 - Yyy... Jack to... kolega. - palnęłam.
 - No dobrze. Może kiedyś go poznam. - nawet jeśli był zły to nie okazywał tego. - A teraz musimy cię odwieźć do domu.

1 komentarz:

  1. Kolega. Tak to się trraz mówi. Rose, przyznaj że jest dla ciebie kimś ważnym. Martin to zwykły człowiek? To trochę komplikuje. Ach. Czyli ona jest bezpieczna, a tam Jack się o nią martwi. Biedak. No to idę do następnego.

    OdpowiedzUsuń