- Czy to ona? - zapytał spoglądając na mnie. Pan Charlie potwierdził skinieniem głowy. Za to mężczyzna w jednej chwili złapał mnie za rękę i zaczął biec. Byłam zmuszona do tego samego. Zdenerwował mnie takim zachowaniem, więc sprytnie go wyminęłam i sprawiłam, by się zatrzymał. Automatycznie puścił moją rękę. Za nami dotarł zdyszany pan Charlie.
- Kim pan jest i co tu się do cholery dzieje? - zapytałam. Mężczyzna milczał, wybałuszając na mnie oczy i otwierając buzię. Za to staruszek pochylił się nad kolanami i ciężko oddychał. Czułam, jak się we mnie gotuje.
- Halo! Czy ktoś raczy odpowiedzieć na moje pytania? - Byłam naprawdę wściekła.
Nagle za mną pojawił się chłopak, mniej więcej w moim wieku. Był ubrany w czarną koszulkę i wytarte jeansy. Miał krótkie, blond włosy. Za to jego twarz i zielone oczy wyrażały zniecierpliwienie.
- Czemu to tak długo trwa, doktorze Miller? - spytał chłopak łysiejącego mężczyzny.
- Ona zadaje za dużo pytań. Chce wiedzieć kim jestem i co z nią zrobię. Jak na osiemnastolatkę jest niezwykle wulgarna. - odpowiedział wzburzony.
- Ja jestem Jack. - powiedział obojętnie - Zaprowadzę cię do najwyższej sali w tym budynku.
Ruszyliśmy więc w drogę. Słyszałam, jak panowie rozmawiają ze sobą.
- To wprost nie do wiary! Jak ona mogła mnie tak potraktować? Mnie! Uznawanego doktora. Jest za bardzo pyskata i niezmiernie wścibska. - powiedział pan Miller.
- Cóż, Stephenie, będziesz musiał z tym żyć.
Czy to znaczyło, że ja tu zostanę na dłużej? Chciałam wrócić do swojego normalnego życia.
Wreszcie wyszliśmy z tunelu i zaczęliśmy wchodzić po bardzo kręconych, starych, lekko skruszałych schodach. To była najprawdopodobniej ostatnia rzecz, jaką pamiętam, bo później widziałam tylko ciemność.
Jak to robisz, ze odpowiadając na pytania, tworzysz ich jeszcze więcej. Dziękuję za odpowiedz pod ostatnim i czekam na następny. :-*
OdpowiedzUsuń