Jechaliśmy pół godziny do mojego domu. Przez te wszystkie wydarzenia wydawał mi się taki obcy, jak nie mój. Jednak tak bardzo za nim tęskniłam, że wszystkie złe myśli odleciały. Ostatnia doba była dla mnie katorgą. A on był moim oparciem. Jeszcze tyle wiadomości przede mną, a ja już jestem zmęczona tym wszystkim. Milczeliśmy przez całą drogę. Nikt się nie odezwał. Martin trzymał mnie za rękę. Jego dotyk mnie uspokajał. Gdy byliśmy na miejscu powiedział:
- Uważaj na siebie.
- Jasne, jak zawsze. - odpowiedziałam.
Wysiadłam i podeszłam do bramy. Martin pomachał mi na dobranoc.
Drzwi otworzył mi pan Julius, mój lokaj. Wraz z panią Brendą, gosposią, mieszkają w moim domu.
- Panienko, czy podać kolację? - zapytała kobieta.
- Nie, dziękuję. Jutro również proszę nie czekać na mnie z posiłkami. - odrzekłam.
- Jak panienka sobie życzy. Czy będę jeszcze potrzebna?
- Nie, pani Brendo. Proszę już odpocząć.
- Dziękuję. Dobranoc.
- Dobranoc.
Weszłam po schodach na górę do swojego pokoju. Pragnęłam, by ten dzień nie istniał. Żeby go ktoś wytarł gumką z mojej głowy, ale niestety to było niemożliwe. Wzięłam szybki prysznic i położyłam się spać. Nie zdąrzyłam jeszcze zasnąć, gdy ktoś zaczął pukać w okno mojej sypialni.
Trochę krótki, ale wybaczam ze względu na poprzednie. Nareszczie w domu. A ona sama mieszka? I czemu nikt nie zauważył jej zniknięcia? I skąd wiedzieli, gdzie ją szukać i po co ją szukali? Chyba, że coś mi umknęło. A i jeszcze KTO PUKA DZIEWCZYNIE W OKNO W ŚRODKU NOCY? Stawiam na Jacka. Czekam na kolejny i życzę weny💖
OdpowiedzUsuń